W Stanach Zjednoczonych festiwal przemocy. Tłum pod egidą „Black Lives Matter” żąda krwi białych policjantów. Chwilę później zastrzelonych zostaje pięciu funkcjonariuszy. Czarny napastnik oświadczył, że chciał zabić białych policjantów. Pod płaszczykiem pokojowej inicjatywy „wieczne ofiary ucisku białych” przeistaczają się w katów.

Amerykanie wydają się nie uczyć na błędach. Być może jest to wynik ostrej indoktrynacji lobbystów, która wytworzyła w tamtejszym społeczeństwie poczucie winy z powodu białego koloru skóry. Poczucie winy, które ma przykryć drogę białego człowieka do statusu, do którego próbowały równać inne rasy. Statusu, który w dużej mierze biały człowiek zawdzięcza ciężkiej pracy.

Wieczne ofiary białych

Nie ma sensu twierdzić, że istnieje na świecie jakakolwiek rasa, która nie ma za uszami. Czy jednak rasa biała to najgorsze co spotkało ludzkość? Jeśli spojrzycie na listę noblistów, wynalazców, zasłużonych odkrywców…

W ostatnim czasie obrywa się zwłaszcza białym mężczyznom. Po części sami jesteśmy sobie winni, bo trochę zniewieścieliśmy. Obrywa się nam za biały kolor skóry oraz za bycie męskimi świniami, którymi jesteśmy w oczach ekstremistek feministycznych.

Nigdzie ta nienawiść wobec białych nie jest tak „medialna” jak w USA. Lobbyści są w stanie promować czarnych terrorystów (Black Power, BlackLivesMatter), w imię zakłamanych statystyk, którymi karmi się społeczeństwo.

Świetne opracowania na ten temat znajdziecie m.in. na hoplofobia.info.pl, w artykułach „#BlackCrimesMatter”, „Strzelaniny w USA: profil rasowy sprawców” czy „Epidemia fałszywych twierdzeń w pracy Charlesa C. Branasa”.

Warto jeszcze wspomnieć o pewnym fakcie. Największym zagrożeniem dla czarnych są… sami czarni. Statystyki pokazują, że aż 90% wszystkich zabójstw czarnych dokonali ich współbracia. Dobre opracowanie, bazujące na danych ze strony rządowej USA, sporządzono na stronie Quartz.

Każde życie ma wartość

Patrząc na demonstracje, emocjonalne reakcje w serwisach społecznościowych, statystyki mogą powodować dodatkowe zaognienie sytuacji. Ma to związek z mnóstwem przekłamanych statystyk, które poruszają się w sieci za pomocą memów. Jednak jest coś, czego nie da się wyjaśnić emocjami.

Stwierdzenie „All lives matter” uznawane jest obecnie w USA za… rasistowskie.

Mógłbym na tym zakończyć, bo jest to idealna ilustracja zacietrzewienia ludzi indoktrynowanych w temacie jakiejś kosmicznej supremacji białych. Ale to byłoby zbyt proste. Dlatego spróbujmy się przejechać po poprawności politycznej, która trawi Stany Zjednoczone, a która wkrótce może trawić Europę.

Rasizm, wszędzie rasizm

Czy – posługując się danymi statystycznymi z 2006 roku – stawiając poniższą tezę, będę rasistą?

Przeciętny europejczyk jest bardziej inteligentny niż przeciętny Afroamerykanin mieszkający w USA.

Statystyki: przeciętny Europejczyk 99 IQ, przeciętny Afroamerykanin z USA 85 IQ.

Celowo rozpocząłem w ten sposób, ponieważ według wielu ludzi na świecie, taka teza (w dodatku postawiona przez białego człowieka) jest rasistowska. Odchodzimy od racjonalnego spojrzenia, ustępując emocjonalnym szantażom i pewnej inżynierii skojarzeń, którą programują lobbyści.

Taki sam mechanizm odpala się w przypadku śmiertelnych interwencji policji w USA, w których biały funkcjonariusz zabija osobę czarnoskórą. Pomijam fakt, że istnieją całe naukowe dowody na to, że między rasami mamy problemy z odpowiednim rozpoznawaniem np. twarzy (co może prowadzić do problemów z poprawnym odczytywaniem intencji). Daleki jestem od wybłyszczania policji (wiele przypadków absurdalnych interwencji, w których ginęli niewinni ludzie). Chcę jednak zwrócić uwagę na pewne uwarunkowania kulturowe, które pchają osoby czarnoskóre pod muszkę.

Ofiary pomocy ofiarom

Niewątpliwie wątpliwą moralnie jest praktyka stosowania innych praw dla różnych ras. Ruch, który podniósł z kolan czarnoskórych w USA z pewnością miał swoje pozytywne skutki. Jednak najgorszym środkiem na „wyrównywanie szans”, jest zwykłe odwrócenie ról, gdyż tworzymy w ten sposób patologie… od których chcieliśmy uciec.

Mimo iż upłynęło już wiele lat od zniesienia niewolnictwa w USA (notabene zainicjowane przez białych), mimo iż dawno dopuszczono osoby czarnoskóre do edukacji, to wciąż utrzymywany jest w Ameryce różny próg wymagań dla konkretnych ras. Najlepszym przykładem jest edukacja, w sferze której co jakiś czas wybuchają skandale dyskryminujące białych studentów przez programy premiujące osoby-niebiałe (niższe progi punktowe z testów/egzaminów) oraz programy edukacyjne skierowane jedynie dla niebiałych obywateli USA, mające rzekomo „wyrównać” ilość studentów np. nauk humanistycznych.

Patrząc na tę sytuację z boku: skoro przeciętny czarnoskóry student nie musi pracować tak ciężko jak inny student, gdyż może mieć gorsze wyniki, aby być traktowanym (w świetle kwalifikacji) „na równi” z białym studentem, to przeciętnie rzecz ujmując, większość czarnoskórych studentów nie będzie skłonna wykorzystywać swojego potencjału. System, który miał im pomóc – przeszkadza im w naturalnym równaniu do innych ras, demotywując ich.

To z kolei prowadzi do tego, że na rynku pracy (mimo takich samych kwalifikacji), przeciętny czarnoskóry będzie gorzej postrzeganym pracownikiem, niż na przykład biały pracownik. Błędne koło wspiera rząd, który dopłaca przedsiębiorcom za zatrudnianie czarnoskórych pracowników (co – według mnie – można uznać za rasistowskie, gdyż sprowadza to osoby czarnoskóre do roli niepełnosprawnych).

Błędne koło się zamyka.

Kultura nasycona złymi emocjami

Skoro przeciętni czarnoskórzy są gorzej wyszkoleni, są przeciętnie gorszymi pracownikami, to trudno aby panował wśród nich ogólny entuzjazm związany z taką sytuacją, trudno się dziwić, że są gorzej nagradzani. Trudno też dziwić się trendowi w czarnej muzyce, w której dominuje gangsterka, świecenie złotem i diamentami oraz nacisk na „przytłaczającą sytuację czarnych” przy supremacji białych. Stwierdzenie faktu, choć bez poprawnej diagnozy, ze wskazaniem źródła problemu.

Taka sytuacja powoduje, że przeciętny czarnoskóry musi pracować dużo ciężej, aby uzyskać status analogiczny do swojego białego odpowiednika. Musi pokonać nie tylko demotywujący system edukacji, ale i – bazujące na przeciętnych doświadczeniach – pracowników. Odbija się to na statystykach przeciętnej długości i jakości życia (głównie wśród czarnych mężczyzn w USA).

Przy braku trafnej diagnozy, przy indoktrynacji rozwiązań siłowych, łatce wiecznych ofiar supremacji białych, nie mogą dziwić zachowania kryminogenne wśród tej części Amerykanów. Nie może dziwić łatwość, z jaką ci ludzie są wykorzystywani do walki z przerysowanym problemem rasizmu. Czarnoskórzy w USA są ofiarami programu, który przyczepił im status pokrzywdzonych. Zamiast stawać ramię ramię w pracy, w szkole, postawiono ich stopień wyżej, chuchając, dmuchając, stale wmawiając im, że teraz przyszła pora, aby biali odpowiedzieli za swoje grzechy, nie motywując ich do autokrytycyzmu czy większego wymagania od siebie samych.

Dlatego jedynym lekarstwem na rasizm jest… równe traktowanie. Sztuczne różnicowanie wobec praw i wymagań, sprawia, że w społeczeństwie (np. w policji) może dochodzić do prób samowolnego odwracania tego sztucznego układu, wzmagając podejście rasistowskie.

Pozostaje wierzyć, że Ameryka poradzi sobie z problemem. Problem w tym, że jedyną metodą jest ta, która odebrałaby czarnoskórym ich przywileje, stawiając ich wymagania na równi z np. białymi… co może zostać uznane za rasistowskie działanie rządu. Czy znajdzie się odważny, który przerwie to błędne koło?

A może wygodniej będzie czarnoskórym obywatelom Ameryki zachować status quo, pozostając przy łatkach „ofiar”, każdą formę krytyki i racjonalności odbijając oskarżeniem o rasizm. Czas pokaże.

Salut