Tolerancja to nie akceptacja, tolerancja to cierpliwość

16
1093

Synonimami terminu tolerancja, są z pewnością cierpliwość i wytrzymałość. Mamy tolerancję w socjologii, mamy tolerancję w fizyce. Człowiek może być cierpliwy i np. wytrzymały(odporny) na ból. Zgadza się – nie wszyscy cechują się benedyktyńską cierpliwością, oraz nie wszyscy są masochistami, których próg bólu może być bardzo wysoko. Problem w tym, że nie każdy jest w stanie sięgać dalej niż ten wyświechtany termin jakiego w ostatnim czasie pełno.

Łacina nie kłamie. „Tolerans” z łaciny znaczy „zdolny znieść (coś)”, „tolerantia” – wytrzymałość, odporność.

Dziś na hasło „tolerancja” niektórym zapala się w głowie przekaźnik synonimów i błędnie przypisuje temu słowu „akceptacja”. Niektórzy idą dalej i wierzą, że chodzi o „bezkrytyczną, całkowitą i poddańczą akceptację”. No ale nie można ich winić. Albo zostali źle poinformowani, albo są po prostu idiotami, którzy nie potrafią samodzielnie myśleć. Oczywiście są też trzeci – ci, którzy źle informują tych pierwszych, oraz manipulują tymi drugimi. Jebać drugich i trzecich – z pierwszych może jeszcze coś wyrośnie.
Oczywiście jest również druga strona medalu. Są również osoby nietolerancyjne(w rozumieniu ogólnym). Znacie z pewnością osoby, którym brakuje cierpliwości, albo takie, które są np. bezkrytyczne w stosunku do samego siebie. Zarówno z tymi, którzy nie rozumieją na czym tak na prawdę polega tolerancja, jak i z tymi, którzy są nietolerancyjni – gadać się nie da. Nie da się rozmawiać z kimś kto macha ci nagą dupą przed twarzą, tak samo jak z kimś, kto oddaje trzy strzały ostrzegawcze w pysk, a dopiero później woła „stój pedale!”. No i tak wyznaczyliśmy ekstrema.

Problemem są oczywiście skrajności, jednak jak to zwykle bywa, każde z nich próbuje przeforsować swoje zdanie. W ten sposób zatruwane jest społeczeństwo, które zdaje się nabierać na niektóre sztuczki jednej czy drugiej strony. Stara jak świat metoda „zrób z siebie ofiarę”, aby przynajmniej część społeczeństwa zapałała empatią – działa. Ale taka postawa nie jest szczera, co kłóci się z socjologicznym podejściem tolerancji w kwestii dyskusji. Zatem bez cienia wątpliwość można powiedzieć, że temat jest polityczny. Szczere intencje nie są domeną sfery politycznej(a jeśli są, to w nic nieznaczącej mniejszości). Zatem… Skoro nie ma uczciwej dyskusji, to jak można opierać cały ten cyrk o przywary tolerancji w demokracji? Śmierdzi mi hipokryzją.

No właśnie, jeśli o hipokryzji mowa, nie sposób nie wspomnieć o nietolerancji dla… braku akceptacji. Człowiek, który sprzeciwia się np. zawieraniu małżeństw przez osoby homoseksualne – „jest nietolerancyjny”, „jest bucem” i pewnie „homofobem”. Błąd po stronie „wymagających tolerancji dla siebie”.
Idąc dalej, baaardzo szerokie grono, które szasta „tolerancją” na lewo i prawo, często też wyraża brak tolerancji dla osób wierzących. Zawsze mnie to bawi, bo to chyba największy przejaw hipokryzji w obecnych czasach. Ale to również jest stara jak świat zagrywka pt. „ośmieszyć rywala – najprostsza droga do zwycięstwa”. Swoją drogą Kościół Katolicki powinien się wziąć za siebie, bo i ośmiesza się bez niczyjej pomocy.
Mimo wszystko to często osoby związane z wiarą są dobrymi kompanami do szczerej dyskusji, której domaga się tolerancja. Przykładem flagowym dla tematu aborcji, który ostatnio nie schodzi z pierwszych stron, jest św. Augustyn, który dopuszcza aborcję do 40 dnia po zapłodnieniu. Świat wiary tłumaczył to wnikaniem duszy do ciała Nowego Człowieka. Świat nauki natomiast, tłumaczy takie podejście kształtowaniem się układu nerwowego u Nowego Człowieka. Zatem włącza się mózg i Nowy Człowiek czuje. Mimo to nie przeszkadza to niektórym zamordować odczuwającą istotę. Wyobrażaliście sobie kiedyś ból związany z…? Nie kurwa, nawet nie chcę o tym myśleć/wyobrażać sobie tego.
Znów nieco odbiegłem od tematu, ale zauważcie, że znów można w tej kwestii dostrzec trzy rodzaje ludzi: ci, którzy tego nie rozumieją, bo ktoś ich wprowadził w błąd, bezmózgich-biorących-za-pewnik-słowa-wodza-idiotów, oraz tych, którzy są skończonymi skurwielami myślącymi o własnej dupie, mających świadomość tego o czym pisałem wyżej. Przypadek?

Nie, w żadnym razie nie jest to przypadek. Powiem więcej – społeczeństwo jest zbyt tolerancyjne dla ludzkiej głupoty i tragedii drugiej osoby. Można tolerować głupotę kogoś kto jest po prostu głupi, i któremu trzeba wyjaśniać po kilka razy. Tolerancja powinna się jednak szybko kończyć dla kogoś, kto ma nieszczere intencje. Jeśli Twoja cierpliwość się skończy – nie będzie to oznaczało, że jesteś nietolerancyjny/nietolerancyjna. Jeśli ktoś wbija Ci szpilę – pewnie i da się wytrzymać, jednak co jeśli ten ktoś zaczyna wbijać Ci nóż? Tolerancja ma swoje granice i należy o tym pamiętać.

Kończąc, nie bójmy się mówić „nie”, jeśli jest ono tożsame w naszym sumieniem. To samo tyczy się naszej osobistej tolerancji dla danego zjawiska. Tolerancji nie da się zmierzyć, ale pewnym jest, że ma ona swoje granice, które każdy z nas ustawia sobie w zgodzie z naszym sumieniem.

Zachęcam do podzielenia się opiniami – komentarze stoją otworem, oraz skorzystaniem z poniższych narzędzi do dzielenia się artykułem ze znajomymi. Jeśli uważasz ten artykuł za wartościowy – podziel się nim. Z góry dziękuję.