Thriller, który nie wywołuje dreszczy. Dramat kryminalny wodzący za nos, jednak niespecjalnie zaskakujący. Czy „Manhattan Nocturne” może się podobać? A może wizyta w kinie była stratą czasu?

Poniższa opinia dotycząca filmu nie zawiera spoilerów.

Poniedziałkowa wizyta w moim ulubionym kinie była dosyć spontaniczna. Znałem jedynie tytuł filmu i jedno zdanie opisujące fabułę (za Filmweb):

Felietonista poczytnego tabloidu sprzedaje czytelnikom morderstwa i skandale. Wkrótce sam znajdzie się w środku jednego z nich.

Nie miałem szczególnych oczekiwań wobec tego filmu, dlatego pozwoliłem sobie mu mnie zaskoczyć.

Ponury Manhattan

Główny bohater jest dziennikarzem żyjącym z opisywania ludzkich tragedii. Ma on swoją kolumnę w gazecie a jego nazwisko jest rozpoznawalne. Mimo iż Adrien Brody sprzedaje swoją postać (Portera Wrena) w bardzo ponury sposób, nie jest to postać zgorzkniała. Uczciwie widać, że wykreowany dziennikarz ciężko zmaga się z każdą opisaną przez siebie tragedią i z każdym ludzkim nieszczęściem.

635990133934623798-19v2W tej dziennikarsko-detektywistycznej pogoni za kolejnymi tematami pojawia się postać Caroline Crowley, którą gra szalenie seksowna Yvonne Strahovski (mająca polskie korzenie). Dosyć sztampowa femme fatale, pełna bezkompromisowych zachowań i tajemnic.

Planująca rozpocząć nowe życie Caroline pragnie rozwikłać sprawę zagadkowej śmierci swojego dosyć ekscentrycznego (żeby nie powiedzieć dziwnego) męża. Jest na tyle zdeterminowana, że… Yvonne zmuszona została do odkrycia swoich wdzięków.

Zabrakło charakteru

O ile Adrien pasuje do roli ponurego dziennikarza, po grze którego widać wewnętrzne zmagania, tak seksownej Yvonne zabrakło nieco mroku. Nie sprzedała do końca roli femme fatale, choć jej kreacja mogła miejscami budzić sprzeczne odczucia.

Postacie drugoplanowe budują dobre tło dla całej historii, jednak nie wychodzą przed szereg. Wyjątkiem może być postać męża Caroline – Simona (grana przez Campbella Scotta). Dziwna postać, zagrana bardzo… przekonująco.

Sama historia podbija ocenę filmu. O ile nie jest to jakieś arcydzieło, tak potrafi zaskoczyć pewnymi detalami. Niemniej jest to raczej film, który prowadzi Cię za rączkę, na końcu którego nie musisz zbierać szczęki z podłogi.

Dwie godziny w kinie uważam za spędzone całkiem nieźle. Przyjemna historia, seksowna Strahovski, solidne i ponure tło dla głównego wątku. Nie żałuję.

272206_1467114398.7173

Notowania:

Filmweb 5,9/10
imdb 6,2/10

Salut