Piszę ten tekst z jednego powodu. Temat aborcji i ochrony życia jest tak szeroki i tak skomplikowany, że wyłożenie własnego zdania nie sposób w pełni oddać w kilku zdaniach, czy za pomocą propagandówki. Wiem również, że wpisuję się nieco w polityczną przepychankę, w zalepianie społeczeństwu uszu tematem zastępczym (aczkolwiek równie ważnym).

Na wstępie musimy ustalić pewne terminy, fakty, aby mieć fundament pod dyskusję na powyższy temat. Mało tego, postaram się ograniczyć emocje w treści, aby nie podsycać ich niepotrzebnie w czytelniku. Dodam również, że nie jest to recenzja dyskutowanej obecnie ustawy.

Nie jestem zwolennikiem aborcji. Nie jestem również zwolennikiem całkowitego zakazu aborcji. Jeśli jednak chcesz znać moje miejsce na skali, to zdecydowanie bliżej mi do zakazu stosowania tej praktyki.

Nie uważam stosowania antykoncepcji za coś złego, wręcz przeciwnie.

Na chwilę obecną nikt nie był w stanie przekonać mnie do zdania, że życie należy chronić od samego poczęcia. Uważam, że granicą dla ochrony życia powinien być moment, w którym płód rozpoczyna przyswajać informacje, a zatem i odczuwać. Jest z tym jednak mały problem…

Wiele źródeł naukowych różni się w temacie odczuwania bodźców przez płód. Nie spotkałem publikacji naukowej, która z pełnym przekonaniem wskazałaby odpowiedni moment. We wczesnej fazie ciąży u nowego człowieka szybko rozwija się mózg. Szacuje się, że od 8 tygodnia ciąży rozpoczyna się kształtować układ nerwowy, choć wciąż bardzo prymitywny, pozbawiony połączeń nerwowych (synaps), które pozwalałyby przesyłać impulsy do mózgu. Niemniej od tego momentu istnieją dowody na „wrażliwość” płodu. Na początku jest to jedynie wrażliwość samych ust, czoła (bliskość mózgu nie jest przypadkowa). Szacuje się natomiast, że dziecko jest w stanie odbierać bodźce dotyku już w 19-20 tygodniu ciąży.

Nie jestem naukowcem, ale na mój prosty rozum i miękkie serce, absolutna granica aborcyjna (również tej „widzimisię”) powinna leżeć gdzieś w tym przedziale. Oczywiście najlepiej byłoby i przed 8 tygodniem, aby nie pozostawiać żadnych wątpliwości. Niemniej to nie takie proste.

Większość badań prenatalnych (zarówno te inwazyjne, jak i te nie) można wykonać przed 20 tygodniem ciąży. W przypadku inwazyjnych (mogących niestety przyczynić się do śmierci dziecka), są one określane jako „badania rozstrzygające” dotyczące ryzyka wystąpienia konkretnej choroby, jak i samych metod leczenia. Są one (albo powinny być) jednak wykonywane jeśli są ku temu medyczne przesłanki (głównie na bazie badań przesiewowych – badań prenatalnych nieinwazyjnych).

Większość patologii ciąży – począwszy od problemów układu krwionośnego, moczowego, kostnego itd. – daje się wykryć we wczesnej fazie ciąży (za pomocą w/w badań). Problem, który jest często podnoszony w dyskusjach o okrutnym przymusie donoszenia ciąż obarczonych nazwano bezmózgowiem.  Jest on przypadkiem absolutnie ekstremalnym. Da się ten stan wykryć między II a III trymestrem ciąży. Zarówno bezmózgowie całkowite, jak i częściowe jest wadą, która prowadzi do śmierci płodu (jeśli dziecko z bezmózgowiem urodzi się żywe, zwykle żyje bardzo krótko). Jest to chyba jedna z niewielu przypadłości, które mogłyby być objęte możliwością „bezterminowej” aborcji ze względu na ekstremalną formę patologizacji ciąży, które nie ma szans na przeżycie.

Zdrowie matki. Jeśli chora matka decyduje się na leczenie siebie (które w efekcie może spowodować śmierć dziecka) to taki proces nie jest aborcją, a jedynie procesem leczniczym, który w wyniku inwazyjnego charakteru może spowodować śmierć płodu. Nie zaliczałbym tego do aborcji. W podobnym tonie wypowiadają się lekarze, którzy rozróżniają oba procesy.

Dzieci poczęte w wyniku gwałtu, lub stosunku z osobą nieletnią. Wspomniałem, że jednym z fundamentów opieki nad osobami dotkniętymi tymi dramatami, musi być zmiana w kwestii profesjonalizacji obsługi ofiar. Jeśli tak się stanie, zgwałcona kobieta zostanie otoczona opieką (medyczną, psychologiczną). Przy odzyskaniu zaufania do organów ścigania i służby zdrowia, kobieta po zdiagnozowaniu niechcianej ciąży (już 6-7 dni po wystąpieniu przestępstwa) byłaby w stanie zdecydować o losie owocu gwałtu.

Do rzeczy

Na wstępie chciałbym podziękować mojej Mamie. Ponad 30 lat temu, żyjąc w zupełnie innej „rzeczywistości aborcyjnej”, zdecydowała się na donoszenie nieidealnej ciąży. Ostatecznie urodziłem się jako wcześniak i mojej Mamie (ale i Tacie) z pewnością przybyło w tamtym czasie wiele siwych włosów na głowie. Mogli od tego uciec, ale tego nie zrobili.
Mówię o tym dlatego, że w tamtej rzeczywistości (obowiązywała ustawa z 1950 roku) aborcja (pomimo istnienia podziemia aborcyjnego) była bardziej dostępna. Ba, istniało prawo, które dopuszczało dokonanie aborcji kobiecie, która… przedstawiła oświadczenie dotyczące ciężkich warunków życiowych.

Wracając do samego tematu, wiele osób widzi ten problem w systemie zero-jedynkowym. Według nich powinieneś być albo „za”, albo „przeciw”. W rozmowie ze znajomym (Marek pozdrawiam) usłyszałem od Niego zdanie, które generalnie powinno być receptą w tej dyskusji. Gdyby nie należało opisać tematu w prawie, można byłoby tę zasadę stosować w każdej sytuacji. Otóż „każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie„. Boom! Proste, banalne, ale jednocześnie skłaniające do myślenia.

Najczęstszym zarzutem wobec przeciwników aborcji jest (co słusznie) temat zdrowia i życia matki. W drugą stronę, zwolennicy aborcji wydają się zupełnie nie łapać problemu moralnego związanego z uśmiercaniem/zadawaniem bólu nowemu człowiekowi. Taki pat powoduje, że należałoby wypracować kompromis. Tak samo jak nie można nazwać aborcją skutków ubocznych leczenia matki (w wyniku którego płód umiera), tak samo idiotyzmem jest mówienie „moje ciało, moja sprawa”.

Społeczne skutki zakazu aborcji

Pozytywem jest fakt, że status życia jest wyniesiony na wyższy poziom. Być może spowoduje to również zwiększenie wrażliwości na inne „nieprzypominające człowieka” organizmy żywe. Może spowoduje to mniejsze bestialstwo wobec zwierząt? Niemniej, właśnie tak powinno się to odbywać w cywilizowanym świecie. Poza tym poważniej potraktowany zostanie problem jakości opieki nad matką oraz dzieckiem. Choćby z formalnego powodu.
Jakie są więc negatywne skutki? Z pewnością wzmocni się podziemie aborcyjne oraz zarobią zachodnie kliniki. Być może, jeśli prawo nie będzie na tyle dobrze opisane, zdarzać się będą przypadki lekarzy, którzy będą bali się leczyć kobiety kosztem płodu. Niemniej problem niedouczenia, braku pewności w wykonywanym przez siebie zawodzie to nie coś co urodziło się wczoraj. Takich sytuacji nie unikniemy. Jeśli sytuację medyczną da się uargumentować w sposób jasny i przejrzysty, lekarz nie powinien bać się odpowiedzialności za swoje poczynania. No chyba, że zechce dorobić jako podziemny aborter.

Aborcja na życzenie (pozbawiona medycznych przesłanek). Ten typ aborcji, dokonywany po umownym okresie, który opisałem wyżej, w moich oczach jest niedopuszczalny. Jeśli kobieta na własne życzenie nie stosuje antykoncepcji, jeśli zaniedbała sprawę wczesnego diagnozowania samego faktu zajścia w ciążę, to musi za swój brak odpowiedzialności zapłacić. Albo rodząc zdrowe dziecko, albo na własny koszt, dokonując aborcji za granicą. Tutaj również rola mężczyzny, gdyż jest „współodpowiedzialnym” i powinien w równym stopniu odpowiadać za te zaniechania, ponosząc odpowiedzialność.

Wstęp do eutanazji

Wiele emocji wywołuje również „selekcja” płodów nadających się do aborcji i tych nie. Wiele spośród aborcji dokonywanych w Polsce dotyczy dzieci dotkniętych syndromem Downa. Kto daje nam władzę nad wartościowaniem ludzi? Dlaczego traktujemy takiego człowieka jak coś gorszego, co można spuścić w toalecie?

Inny argument – dzieci z niepełnosprawnością. Podnoszone są głosy, że w wyniku urodzenia takiego dziecka, w zdecydowanej większości przypadków matka traci swoją karierę i musi skupić się 24/7 opiece takiego dziecka. Statystyki nie kłamią, faktycznie tak jest. Zdarza się niestety, że ojcowie dają dyla (ale są również przypadki gdy jest odwrotnie). To teraz przewrotne pytanie: jeśli Twoje 4-o letnie dziecko ulegnie wypadkowi i stanie są ono „ciężarem” jak to urodzone z niepełnosprawnością, to czy powinniśmy móc je zabić w imię tego, że mamusia i tatuś nie będą mieli czasu dla siebie?

Temat nie jest łatwy. Temat jest cholernie ciężki i pewnie moje zdanie jest dalekie od ideału. Bardzo możliwe, że mylę się w kilku kwestiach – zwłaszcza medycznych, gdyż nie jestem lekarzem. Niemniej moją motywacją jest po prostu humanizm i wolność. Mam na myśli zarówno dobro matki, jak i dziecka, w którym wielu widzi jedynie jakiś zlepek komórek, twór który bardziej przypomina „obcego” niż człowieka. Być może, gdyby płód od początku wyglądał jak… szczeniaczki, ta dyskusja w publicznym obiegu wyglądałaby zupełnie inaczej.

Salut

  • Ciężki kaliber z tym tematem ale to jak to ujałeś w jednym we wpisei: „Żyjemy w ciekawych czasach”, gdy jedno zdanie ktoś przeinaczy i zaczyna tłumaczyć jako coś innego.

    Wczorajsze protesty to nie tylko kwestia aborcji ale takżę kwestia ograniczanie praw Kobiet (a tym samym Mężczyzn w sposób pośredni), które niebezpiecznie urzeczywistniają się w szybkim tempie. i to jest motywem przewodnim.

    Bo dlaczego rząd ma rządzic macicą kobiety?

    Zacznę od tego, że obecny kształt dokonywania aborcji w wykątkowych sytuacjach jest zupełnie wystarczalny jako kompromis społeczny i długo nad tym debatować nie trzeba. Pewnie, że raz na jakiś pojawiały głosy za liberalizacją tego zjawiska ale szybko zostały zgaszone.

    nie podoba mi się to, że próbują całkowicie zlikwidować mozliwość dokonywania aborcji w 100%, nieważne, ze dziecko umrze zaraz po urodzeniu bądź zostanie kalekądo końca życia czy zostało poczęte w wyniku gwałtów czy też zagraża życiu matki. Ta decyzja powinna być tylko i wyłącznie rodziców (głównie Matki) podparta wiedzą od lekarza (defacto takiego bez tzw. deklaracji sumienia, tylko obiektywnego, zgodnie z zasada Hipokratesa).

    Ale też muszę napisać, że przesadziłeś z argumentacja odnośnie osób niepełnosprawnych, nie mając zielonego pojęcia co się z nimi dzieje. Posłużyłeś statystykami ale nie zastanowiłeś się nad tym, co faktycznie z nimi dzieje się. Nikt z rządzących nie pomyślał o tym, jak pomoc takim rodzinom, którym np. zabroniono dokonać aborcji i matka przez całe życie walczy o kolejny dzień dziecka, bedacego tzw. warzywkiem. Wiem, zaraz napiszesz, ze to przecież Eugenika – jakże modne i mocne słowo, szczególnie stosowane w telewizji publicznej.

    Czy którykolwiek z rządzących, polityków i tych z białej i z tych czarnej strony, wraz z wszelakim Kościołem Katolickim pomyślał o tym? Nikt… dyskusje, zmiany itp. ale rodziny musza przetrwać kolejny dzień.

    > jeśli Twoje 4-o letnie dziecko ulegnie wypadkowi i stanie są ono „ciężarem” jak to urodzone z niepełnosprawnością, to czy powinniśmy móc je zabić w imię tego, że mamusia i tatuś nie będą mieli czasu dla siebie?

    Ja zachorowałem po 1. roku zycia ale dopiero w 3. roku okazało się, ze zachodzą nieodrwacalne zmiany odnośnie słuchu i zaczeła się walka. I tak jak Twoi rodzice, podjęli walkę o mnie. I dzięki temu jestem tu; można i trzeba naprawdę mieć silną wiarę, wolę aby tego sie podjąć. To można i warto uświadomić zamiast ograniczać, pisać farmazony, ze Jak Bóg chce to da albo zabierze (tak, to tez do mnie dotarło).

    A co z niechcianymi dziećmi po gwałtach? Jeśli matka nie bedzie chciała, to kto z nimi zaopiekuje od samego początku? Znajdą się bezpłodni rodzice, dla których posiadanie dziecka jest największym marzeniem ale znów nie ma odpowiednich instytucji, mechanizmu, które zapobiegałoby tragedii (typu zwkłoki noworodków w smietnikach itp).

    Jak dla mnie, totalnie nieprzygotowana rewolucja społeczna.

    I powtórze: Nie zgodzę się na zmiany warunków aborcji…

    • Problem polegał na przekazach. Też pośrednio uważam wczorajsze protesty kobiet za coś pozytywnego, bo pokazuje to siłę oddolną. Niemniej wokół sprawy roiło się od polityki i ideologii. Idealnie wpięła się w sprawę Razem, która z pewnością ugrała na tym punkty sondażowe. Normalne, zdrowe kobiety przestraszyły się wielu kłamliwych haseł, które podnosili lewicowi ideologowie, których projekt (zakładający m.in. aborcję na żądanie) został spuszczony w kiblu. Dlatego osobiście uderzyłem w ekstremum feministyczne/lewicowe, które lansowało tam dużo, dużo bardziej liberalne poglądy, które przebijają znacznie obecnie panujący „kompromis aborcyjny”. Dlatego właśnie ciężko było na ten temat dyskutować, ponieważ uderzając w ekstremum, wiele kobiet odbierało jako atak… na nie.

      „Bo dlaczego rząd ma rządzic macicą kobiety?”
      To nie takie proste. Prawo musi opisywać to co zabronione. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć „dlaczego rząd ma wpływać na miłość pomiędzy pełnoletnim a nieletnią”?

      Dyskutować zawsze jest sens. Nauka nie stoi w miejscu i jeśli np. okaże się, że pojawią się nowe rodzaje badań, które będą inwazyjne, ale które z bardzo dużą skutecznością będą w stanie diagnozować dane problemy płodu, to należy usiąść i rozważyć jak podejść do tematu.

      Ja nie recenzowałem bezpośrednio tej ustawy, wokół której tyle szumu. Ja nie chcę nikomu niczego zabraniać. W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia matki jestem bliski idei, w której lekarz – oczywiście po decyzji matki, albo (jeśli kobieta nie może podjąć decyzji jej partnera/najbliższej rodziny – robi wszystko aby uratować ją i jej zdrowie. Natomiast jeśli ktoś chce abortować dziecko, choćby i zdrowe w 9 miesiącu ciąży – nic mi do tego. Ot nie w ramach naszego systemu prawnego, które miałoby takich praktyk zabraniać.

      Nie napiszę o eugenice, bo już w samym tekście odniosłem się do niej krytycznie. Nie jestem za ochroną życia od samego poczęcia. Natomiast nie za bardzo rozumiem dylematu moralnego związanego z dzieckiem niepełnosprawnym. Boga w to nie mieszam, bo nie chodzimy tymi samymi ścieżkami, ale nie widzę innej drogi jak drogi odpowiedzialności. Jeśli masz dziecko i jest ono chore to czymś naturalna powinna być postawa jak ta naszych Rodziców. Jeśli ktoś nie podoła temu, to powiększy statystykę dzieci porzuconych w szpitalu i tych oddanych w inne ręce.
      Zgadzam się, że powinna istnieć lepsza forma pomocy dla całego przekroju poszkodowanych osób. Mało tego, w całej dyskusji często zwracałem uwagę na konieczność naprawy systemu adopcyjnego, który jest w Polsce mocno kulawy. Niemniej, żadne formy pomocy, żadne formy napraw systemów (również obsługi ofiar gwałtów) nie wyeliminują w 100% problemów związanych z całym szerokim problemem, który dyskutujemy.

      Dokładanie, ta rewolucja społeczna jest mocno ułomna. Zwłaszcza, że wypuszczono ją jako… temat zastępczy, który skutecznie elektryzuje ludzi. Tym bardziej mnie to denerwuje, bo temat traktuję śmiertelnie poważnie.