Pochmurny poranek 26 listopada 2017 roku. W jednym z pokoi luksusowego hotelu.

Za sprawą nieszczelnie zasłoniętych zasłon, do pokoju dostawała się się wąska wiązka dziennego światła. Na niezaścielonym łóżku, w pełnym garniturze, w pozycji embrionalnej, leżał facet podobny do Mirosława Zbrojewicza, sławnego „Gruchy” z „Chłopaki nie płaczą”.

Rysiek nie spał całą noc. Oczy miał szeroko rozwarte, pięści mocno zaciśnięte.
– Lau… Lib… Lub… Lubnauer… – mamrotał pod nosem. – Jak mogłaś mi to zrobić?
Jego głos łamał się co jakiś czas.
– Kazek musiał maczać w tym palce! – zmarszczył czoło – Niemożliwe! Nie przegrałbym z Lau… Lib…
Przez kilka sekund próbował przypomnieć sobie nazwisko swojej nowej szefowej. Chwilę później zaszlochał rzewnie. Szlag trafił tytułowe przesłanie filmu, w którego remejku mógłby zagrać „Gruchę”.
Do łóżka podeszła blondwłosa Joasia, pochyliła się nad nim i z wyraźną troską powiedziała:
– Rysiu, Rysiu… drugie miejsce to nie tak źle.
Ryszard ponownie zaszlochał.

Tymczasem, w innej części miasta, pod jednym z bloków.

Kazek siedział na ławeczce, popalając swoje ulubione czerwone Monte Carlo. Otrzepał granatową marynarkę z popiołu. Ukłonił się sąsiadce, która właśnie wychodziła z klatki ze swoim pieskiem. Również serdecznie się skłoniła, nie szczędząc mu uśmiechu.
Kazek miał dobrą opinię w swojej dzielnicy. Nikt nie wiedział czym się zajmuje, ale zawsze wyglądał elegancko, więc wszyscy uznali, że musi być kimś ważnym. Zwłaszcza, że zadawał się z politykami.
– Kazek! Kazek! – niosło się z parkingu, z jednego z zaparkowanych tam aut.
Nasz bohater wstał z ławeczki, poprawił marynarkę i z gracją zgasił papierosa w popielniczce.
Gdy znalazł się przy właściwym samochodzie, ujrzał na tylnym siedzeniu Katarzynę Laubnauer. Gestem dłoni odrzucił zaproszenie do pojazdu, dlatego nowa lider wypaliła bez pardonu:
– Jak to zrobiłeś?! – jej wzrok płonął – Jak przekonałeś głosujących?
– Zagwarantowałem im, że spłacisz ich kredyty we frankach – odpowiedział ze spokojem w głosie.
Kasi oczy momentalnie straciły blask. Wyraźnie posmutniała.
– To ja nie wiem czy chcę… a… a przynajmniej rzuci tę sukę dla mnie? – zapytała z taką błagalną nutą w głosie, że przez moment Kazkowi zrobiło się jej żal.
– Nie, przykro mi. Miłości widać nie da się kupić. – Odwrócił się na pięcie, by za moment zniknąć w blokowisku.

___

Kazek to satyryczna forma fabularyzowana. Przedstawione sytuacje są zmyślone.