Uwaga! Recenzja nie zawiera spoilerów.

Po pierwszej części, która ukazała się w 2013 roku, oczekiwania wobec „dwójki” nie mogły być niskie. Nieprzewidywalna, czarująca i zagrana z polotem „jedynka” dawała nadzieję, że najnowszy film Jona M. Chu będzie równie dobry. Był niezły, ale – moim zdaniem – nie umywa się do pierwszej części. Jednak jeśli podobała Ci się „jedynka”, powinieneś zobaczyć i tę część.

Wyczarowany wątek

Cała druga część kręci się wokół wątku, który odkrywa przed widzem historię jednego z bohaterów. Już ten element odbiera widzowi „jedynkową” nieprzewidywalność. Akcja jest dosyć liniowa (poza kilkoma twistami) i nieszczególnie zaskakuje.

gallery-08-small

Sam główny wątek dosyć naiwny, zwieńczony łzawym finałem. Wręcz rozczarowujący.

Widowisko

Podobnie jak i w pierwszej części, wrażenie robią efekty specjalne. Mieszanka „Mission Imposible”, trików z azjatyckiego kina i pewnego rodzaju gracji, którą mogliśmy zobaczyć choćby w „Prestiżu”.

Śmiało można powiedzieć, że w tej części widowiskowość scen jest poziom wyższa. Niektóre sceny robią ogromne wrażenie (zwłaszcza scena z kartą czy scena głównego występu – głównie scena z deszczem).

gallery-11-small

Mniej wyraziste postacie

Chociaż w obsadzie roi się od gwiazd, to mam mieszane uczucia. Swoją grą i kreacją postaci nie powalił mnie Mark Ruffalo. Podobnie było w przypadku ról Michaela Cainea czy Morgana Freemana. Ci dwaj panowie zwykle wyrzucają mnie z kapci. Tym razem mocniej świeciły inne postacie.

Bardzo pozytywnie zaprezentowali się Eisenberg oraz Radcliffe. Pierwszy ostatnio surfuje po ciekawych rolach, dając upust swoim nieprzeciętnym umiejętnościom aktorskim. Drugi zaczyna mocno odcinać się od roli czarodzieja z błyskawicą na czole. Granie czarnych charakterów wychodzi Danielowi bardzo dobrze.

gallery-10-small

Poprawnie zaprezentował się Harrelson, który – miałem takie wrażenie – wybitnie bawił się swoją rolą. Pozytywnie zaskoczyła również Lizzy Caplan. Seksowna aktorka była dla mnie zagadką. Nigdy wcześniej nie widziałem filmu, w którym grała postać tak zabawną i tak tryskającą energią. Pierwsza scena z jej udziałem szczerze mnie rozbawiła. O ile trochę kontrastowała z resztą ekipy, tak swoją grą udowadniała, że kasting dał radę.

Przewidywalny ale widowiskowy

Jak wspomniałem na początku, film nie jest tak nieprzewidywalny jak to miało miejsce w części pierwszej. Fabuła mnie nie porwała, ale te ponad dwie godziny filmu spędziłem na dobrej zabawie, podziwiając sporo widowiskowych scen. Myślę, że warto obejrzeć.

wallpaper-small

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony filmu nowyouseeme.movie.

Salut