Gone Girl – film zagubiony

1
756

Uwaga, w tekście znajdą się spoilery.

Zaginiona dziewczyna – film okrzyknięty filmem roku. Ilość pochlebnych recenzji zaprowadziła mnie do poświęcenia 2,5 godziny na to dzieło. Sam film wart tego czasu nie jest. Tekst odnosi się do filmu, gdyż książki nie czytałem (i pewnie nie przeczytam).
Na starcie muszę zaznaczyć, że oczekiwałem od tego dzieła wiele. Pomijając oceny, sztandarowymi hasłami, które reklamowały “Zaginioną” były m.in.: “precyzyjnie utkana intryga” czy “dreszczowiec”. Dlatego moja ocena będzie miażdżąca.

Od początku

Początek filmu wprowadza nas w historię Amy (w tej roli Rosamund Pike) oraz Nicka (Ben Affleck), którzy obchodzą swoją piątą rocznicę. Siostra głównego bohatera – Margo (Carrie Coon), wydaje się być dobrym słuchaczem. I barmanem. Burbon, narzekania małżeńskie, “zajebiste rady” – wszystko to znajdziemy w scenie w pubie. Dowiadujemy się, że radości w celebrowaniu rocznicy nie ma, gdyż małżeństwo przeżywa poważny kryzys. Właśnie wokół tego zniechęcenia obu stron zbudowana jest cała fabuła.
Już na początku karmieni jesteśmy przeintelektualizowaną historią pierwszego zetknięcia się dwójki bohaterów. O ile miało to swój urok, tak nie miało to ciągłości w tym filmie. Ciężar gatunkowy kilku minut takiej pseudointelektualnej papki sprawił, że już na początku miałem wątpliwości, czy znalazłem się na właściwym filmie.
Dużym plusem trzeba udekorować świetnie wymyśloną scenę z pocałunkiem w chmurze cukru. Zagrana również rewelacyjnie. Genialnie wkomponowany motyw subtelnego przesunięcia palcami po ustach partnerki.

To tyle, jeśli chodzi o poezję

Nick wraca do domu i orientuje się, że jego żona zniknęła. Otwarte drzwi frontowe, rozbity szklany stół… Do gry wkracza policja zawiadomiona przez zaniepokojonego męża.
Tutaj zaczynają się schody dla Nicka. Podejrzenia padają na niego i pewnie widz również zacząłby go podejrzewać, gdyby nie flashbacki z przeszłości, które jasno dają nam do zrozumienia, że Amy jest socjopatką. Wszystko to, jeszcze w pierwszych piętnastu minutach filmu.

Wraz z policją, Nick rozwiązuje zagadki Amy, która zostawia “rocznicowe listy-wskazówki” prowadzące do różnych lokacji. Z biegiem czasu presja na Nicku jest coraz silniejsza. Ślady porwania/zabójstwa w domu, irracjonalne ukrywanie kolejnych wskazówek przed policją (i działanie na własną rękę), prowokacje telewizyjne i na deser… dymanko z kochanką. Tutaj pojawia się Emily Ratajkowski i jej cycki (albo odwrotnie).
Wszystko powoli (bardzo wooooolno) się nakręca i… bum – siadamy na fotelu pasażera z Amy, która mknie w siną dal, w tanim, kupionym za gotówkę autku. Jesteśmy w połowie filmu, poznajemy cały plan bohaterki, utwierdzając się w przekonaniu, że to pieprzona psychopatka.

Wyhamujmy, zaraz zgwałcimy logikę

Nie, nie opowiem Wam całego filmu. Wyłuszczę najważniejsze i dotrzemy do zakończenia.
Plan Amy nieco się komplikuje i musi ratować się pomocą swojego ex, którego oskarżyła o m.in. o stalking. Oczywiście w łatwy sposób go urabia i… ostatecznie zabija, aby wrócić do Nicka. Posuwa się do morderstwa, tylko dlatego, że jej mąż zdążył zyskać przychylność ludzi, dzięki wystąpieniu w popularnym show telewizyjnym.

Główny bohater oraz jego siostra, otarli się o karę śmierci, byli więzieni. Główna w tym zasługa policji, która początkowo skrupulatna, z biegiem czasu wydawała się gwałcić logikę i działać niechlujnie.
Naiwne i aż nazbyt oczywiste sygnały, że główny bohater jest wrabiany (np. damskie majtki w biurze czy słabo zaaranżowane miejsce zbrodni) zaczynają umykać służbom. Nie wspominając o tym, że rzekomo więziona i gwałcona Amy, w jakiś magiczny sposób morduje swojego rzekomego oprawcę i wraca do domu. Brak sprawdzenia alibi rzekomego porywacza, brak sprawdzenia monitoringu w jego domu to fakapy, które prowadzą do sceny, w której Amy wraca do domu, do męża, którego się ponoć obawiała. Mundurowi nie widzą przeszkód.

Wszystko to prowadzi do zakończenia, które tylko wbija gwóźdź do trumny logiki. Amy zdradza, że jest w ciąży, proponuje aby wraz z mężem, grali swoje role dalej “dla dobra dziecka”. Nick, mając świadomość, że pod dachem ma kobietę, która zamordowała człowieka (przyznała się do tego w scenie pod prysznicem), wsadziła jego i jego siostrę do paki (a w efekcie, gdyby nie popsuty plan Amy, czekałaby go kara śmierci), kobietę, która jawnie nim manipulowała i która jest po prostu socjopatką – postanawia się pogodzić z tym faktem i “dla dobra dziecka” pozostać w tym toksycznym do cna związku. Bohater wydaje się nie być na tyle kreatywny, aby w jakiś sposób nagrać pogrążające jego żonę fakty. Mózg rozjebany.

MA-SA-KRA

Rozumiem, że istotą filmu było ukazanie skrajnego przejawu toksyczności małżeństwa, które może sprowadzić ludzi do ról, w których źle się czują, lub którzy próbują kontrolować drugą osobę. Problem w tym, że zostało to ukazane w tak naiwny i irracjonalny sposób, że zamiast klaskać z zachwytu, człowiek siedzi w fotelu z rozdziawionymi ustami w grymasie “co do kurwy?!”. Nie kupiłem tego.

Dałem ocenę 4/10, ponieważ film miał potencjał, zwłaszcza, że aktorzy zagrali genialnie swoje role. Rosamund Pike grająca Amy zagrała wszystko w tym filmie (cała tęcza emocji, uczuć itp.), będąc przy tym pociągającą i niezwykle kuszącą, nawet gdy wiadomo, że grana przez nią postać to zupełna świruska. Ben Affleck zaskoczył mnie bardzo i chyba sam dla siebie odnalazł gatunek, w którym odnajduje się najlepiej. Bardzo podobała mi się również kreacja siostry Nicka – Margo, którą grała Carrie Coon. Bezpłciowo wypadł natomiast Neil Patrick Harris, który z roli „byłego” Amy, mógł wycisnąć ze swojej postaci znacznie więcej.
Jak wspomniałem, w filmie wystąpiła też Emily Ratajkowski. Poświeciła cyckami, popłakała i to by było na tyle.

Ten film na pewno nie jest “perfekcyjnie utkaną intrygą”, nie jest również dreszczowcem. Gone Girl to film przydługi, przynudzający, z logicznymi dziurami w scenariuszu, naiwny i… świetnie zagrany. Nie polecam, gdyż wydaje mi się, że dwie i pół godziny można poświęcić na lepszy film lub książkę.
Dziwią tak dobre oceny. Widać wystarczy odrobina przeintelektualizowanego bełkotu, aby widzowie piali z zachwytu – to smutne.

Zdjęcie z nagłówka jest autorstwa Akio Takemoto.