Gdy walka się kończy zwycięzca rozbraja ocalałych i upokorzonych oponentów. Zdają oni broń, zgadzając się tym samym na ingerencję w podstawowe prawo naturalne każdego organizmu żywego – prawo do obrony swojego życia. Pokonani zrzekają się tego prawa, dając wiarę zwycięzcom w kwestii gwarancji zachowania życia. Czy ten schemat nie przypomina Wam czegoś? Iluzja bezpieczeństwa kosztem wolności?

Kto jest ofiarą?

13393924_10154202947922270_7421143322390148096_n

Jeśli założyć, że przestępca zawsze posiada nad nami przewagę (no chyba, że jest naiwnym idiotą), to nawet w przypadku posiadania broni – jesteśmy krok za napastnikiem (po jego stronie znajduje się choćby element zaskoczenia). O ile w przypadku posiadania broni jesteśmy krok za nim, tak w przypadku jej braku…

No właśnie, jakie szanse ma drobna kobieta w starciu z Panem Karkiem, który chciałby dobrać się do jej majtek? Jakie szanse ma jedna osoba przeciwko grupie napastników? Jakie możliwości ma świadek napaści? Umiejętność szybkiego wybierania 112?

Zakaz noszenia broni (w Polsce prawo do noszenia broni jest praktycznie nieosiągalne dla zwykłego Kowalskiego) powoduje, że zarówno jesteśmy bezbronną ofiarą, jak również i bezsilnym świadkiem-obserwatorem. Zakaz ten sprawia, że jesteśmy zdani na pomoc służb oraz sprawia, że nie możemy stawać się skuteczną (pierwszą) linią obrony.

911-response-time

Taka sytuacja powoduje, że w cywilizowanym świecie dochodzi do masakr. Takowe najczęściej mają miejsce w strefach „Gun Free-Zone” (strefach wolnych od broni). Uczciwy, praworządny obywatel respektujący prawo zabraniające mu posiadania broni w tych strefach, jest jednocześnie idealnym celem dla potencjalnego terrorysty. Zatem, kto jest faktycznym beneficjentem takich stref?

Chciałbym również zauważyć, że prawie nigdy nie ma informacji na temat masakr które nie dokonały się tylko dlatego, że… napastnik został w porę odstrzelony. Mało kto zapoznaje się ze statystykami dotyczącymi „broni jako elementu skutecznej ochrony”: jawne/widoczne noszenie broni, wyciągnięcie broni, zatrzymanie napastnika z użyciem broni, postrzelenie napastnika, zastrzelenie napastnika. Jak to mawiają, te statystyki również są… sexy.

masakra

 

Broń sama nie wystrzeli

Mitem, który często pojawia się w dyskusjach z ludźmi niemającymi zielonego pojęcia o broni, jest ten o rzekomym samoistnym jej wystrzale. Żeby dodać dramatyzmu, ma to się odbywać raz do roku (najpewniej podczas pełni). Bzdura podobna do hipotezy dotyczącej Polaków, którzy wyszliby na ulice się powystrzelać, gdyby na wyprzedaży w Biedronce można było kupić Glocka.

Od kilku lat na rynku – bez pozwolenia – dostępna jest broń czarnoprochowa. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby z takiej broni odstrzelić sąsiada, strzelać po pijaku do przechodniów czy… napaść na bank! Nie słyszałem o takich sytuacjach, mimo iż posiadaczy czarnoprochowców przybywa z każdym rokiem.

Ten sam schemat myślowy zakorzeniony jest w zapętleniu się poprawności politycznej, którą obnażyłem w jednej z poprzednich propagandówek.

islam broń

W kwestii broni jestem bardziej radykalny niż niektóre środowiska strzeleckie. Mam na myśli kwestię pozwoleń. Moim zdaniem, przy rosnącej poprawności politycznej, nie mają one sensu. Przykład masakry w Orlando pokazuje, że pozwolenie może dostać osoba, która miewała napady agresji i… objawy niebezpiecznego fanatyzmu religijnego.

Gdzie ta wolność?

No właśnie, dlaczego prawy człowiek ma prosić o nadanie mu prawa, które było dostępne już dla ludzi pierwotnych w okresie kamienia łupanego? Dlaczego człowiek, który nigdy nikogo nie skrzywdził, musi prosić o poszerzenie wachlarza możliwości obrony życia swojego i swoich bliskich? Dlaczego znów wychodzimy od dupy strony?

To sąd i tylko sąd powinien odbierać prawo do noszenia/posiadania broni przez danego delikwenta. Każdy człowiek powinien zaczynać z czystą kartą, będąc traktowanym jako partner a nie jako przestępca, któremu już po urodzeniu odebrano część jego wolności.

Rzeczą fundamentalną istotną w całej tej dyskusji jest prosta zależność: z ogromną wolnością w parze idzie ogromna odpowiedzialność. Przy powszechnym dostępie do broni należy zmodyfikować prawo. Prawo do posiadania broni, prawo do noszenia broni, prawo do używania broni i… potężne kary za bandyckie jej użycie (z przywróceniem kary śmierci na czele).

Czy znajdzie się odważny rząd, który zdejmie Nam – Polakom – kajdany, przywracając Nam nasze naturalne prawa oraz… kulturę posiadania broni?

Na deser mam dla Was debatę, która miała miejsce niedawno w telewizji:

https://www.youtube.com/watch?v=yGpNcfA7mfA

Salut

Autorką zdjęcia z nagłówka jest Ira Gelb.

  • Mateusz Grześkowiak

    „Rzeczą fundamentalną istotną w całej tej dyskusji jest prosta zależność:
    z ogromną wolnością w parze idzie ogromna odpowiedzialność.”
    Cały ambaras w tym że „lewa” strona rozumie to inaczej – człowiekowi będzie lepiej i bezpieczniej gdy nie będzie musiał ponosić całej odpowiedzialności za siebie płacąc za „bezpieczeństwo” podatkami i ograniczeniami w wolności…

    Cytując Benjamina Franklina: „Those who would give up essential Liberty, to purchase a little temporary Safety, deserve neither Liberty nor Safety.”

    • Oj niestety, taka prawda.
      Zastanawia mnie gdzie istnieje granica, ponieważ nawet mało światli ludzie w końcu podskórnie wyczuwają, że za fasadą tego „bezpieczeństwa” i „ochrony”, kryje się spora ilość marnotrawstwa.